poniedziałek, 13 marca 2017

Podziękowania

Kochani!

Kiedy 21 stycznia tego roku publikowałam pierwszą notkę - bałam się. Czego? Że opowiadanie nikomu się nie spodoba i moja twórczość powróci do szuflady. Mimo iż to jest "tylko" fan fiction, Wasze komentarze i ciepłe słowa dodały mi skrzydeł. 

Dlatego bardzo dziękuję wszystkim komentującym - tym "doraźnym", jak i wiernym czytelniczkom, które były tutaj przez dłuższy czas. 
Szczególnie dziękuję (kolejność przypadkowa!):

PaniSnape - za wytrwałe komentowanie większości rozdziałów. Ty jako pierwsza dodałaś mi skrzydeł do dalszej twórczości. Wybacz wszystkie zawały serca, jakie Ci zafundowałam :)
iGraGitarze - za merytoryczne uwagi i zdrowy krytycyzm. Z pewnością wezmę pod uwagę Twoje komentarze i przy następnym opowiadaniu przyłożę się bardziej do szczegółów. 
Evangeline 99 - za bycie pierwszą komentującą tego bloga. To był dla mnie sygnał, że jednak ktoś tu zagląda!
Samarze Solveig - za rozpromowanie tego bloga na Facebooku. Dzięki temu miałam okazję dotrzeć do ponad  6 tys. osób, co jest dla mnie niesamowitym wynikiem! 
ABC, Darietcie :[, Czarnej Pani 666, Headache, Oli Słapek, Tutti, Rosisi7, Hannie Wnuk i całej rzeszy Anonimków - za to, że każda z Was dawała mi tak pozytywną recenzję, że aż robiło mi się ciepło na serduchu. To bardzo ważne, wiedzieć, że komuś się nasza twórczość podoba. I co najważniejsze - nie były to czcze "ochy" i "achy", lecz rzetelne oceny, które pokazywały mi, że na ten blog trafiają świadomi Czytelnicy i to przez wielkie "C". 

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za zaglądanie tutaj, wypowiadanie się i dopingowanie. Za miłe słowa i cenne uwagi, które pozwolą mi na polepszenie warsztatu pisarskiego. W końcu człowiek całe życie się uczy, prawda?

Na koniec kilka ogłoszeń:

  1. Jak już wspominałam w komentarzach - będzie kolejne opowiadanie, jednak zupełnie inne niż "Prawdziwa twarz". Oczywiście w klimacie Sevmione, ale w całkowicie odmiennej wersji. Kiedy się pojawi? Trudno przewidzieć - aktualnie jestem w połowie planowanej akcji i wszystko zależy od tego, ile będę miała czasu na pisanie. A tu niestety wkracza realne życie, w którym posiadam sporo obowiązków. Ale skoro dałam radę z "Prawdziwą twarzą",  to i kolejne ukończę :) Nie będę tego przyśpieszać na siłę ze względu na to, że chciałabym uniknąć takich błędów jak przy aktualnym opowiadaniu - dopiero po publikacji wyłapywałam niektóre literówki czy błędy stylistyczne. 
  2. A skoro o tym mowa - "Prawdziwa twarz" z całą pewnością będzie przeze mnie poprawiana, by wyeliminować wszelkie babole, które się wkradły. To jednak będzie się działo w chwilach, gdy będę miała chwilę, by nad tym przysiąść. 
  3. W razie pytań, problemów, pozdrowień, skarg, zażaleń - piszcie na moją sowę. Tak jak starałam się odpowiadać na każdy komentarz, tak i postaram się odpisać na każdego maila, jaki do mnie przyjdzie. 

Wszelkie informacje na temat nowego opowiadania będę publikowała na tym blogu.

Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję i... do napisania! :)

Melisa Snape

Epilog

Piętnaście lat później

- Melisa, jesteś spakowana?! - słyszał nawoływanie Hermiony z kuchni. Sam właśnie kończył pakowanie kufra.
- Pytałaś się już o to sto razy! - Severus, odwracając się po koszulę, zobaczył, jak wysoka dziewczyna przemyka wściekle korytarzem.
- Margaret już wstała?
- Zapytaj Margaret!
- MARGARET!
Severus zamknął kufer i wyszedł z sypialni. Zszedł do kuchni, w której panował zwykły rozgardiasz. Hermiona, jak zwykle z rozwianym włosem, miotała się przy blacie, szykując dziewczynkom kanapki na drogę. Melisa siedziała przy stole i jadła kanapkę, wyraźnie pokazując swoją niechęć do świata. Z piętra doszedł dźwięk zatrzaskiwanych drzwi i po chwili w kuchni znalazła się Margaret. Dwunastolatka, z burzą brązowych włosów na głowie, które ewidentnie odziedziczyła po matce, usiadła równie niezadowolona co jej siostra. Severus spojrzał na kobiety swego życia, uśmiechając się pod nosem.
Hermiona, mimo kręcenia się po kuchni, prezentowała się jak zwykle dobrze. Ubrana była w prostą szatę, pod którą miała elegancką garsonkę. Pani Minister Magii w końcu musiała się jakoś prezentować. Przez te lata niewiele się zmieniła – jedynie po dwóch ciążach zaokrągliła się tu i ówdzie. Nadal jednak miała bystre spojrzenie, którym mogła w trymiga wyłapać wszystko co odbiegało od ideału.
- Melisa, nie baw się jedzeniem, tylko jedz! - zbeształa córkę i postawiła na stole wielki dzban kawy. - Dzień dobry, skarbie. - zauważyła go i uśmiechnęła się promiennie. Tak samo jak przez ostatnie piętnaście lat, każdego dnia.
- Dzień dobry. - usiadł obok Melisy i sięgnął po kawę. Starsza córka siedziała dalej obrażona na matkę. Zawsze się z Hermioną śmiali, że Severus nawet jakby bardzo chciał, to nie wyrzeknie się swojej starszej córki. Była do niego podobna, jakby ktoś ich sklonował. Jedynie nosa nie odziedziczyła po nim, za co dziękował Merlinowi każdego dnia. Jednak jej bladą, szczupłą twarz, okalały długie czarne włosy, równie cienkie jak jej ojca. Oczy były koloru obsydianu a usta wykrzywiały się we wrednym uśmiechu. No i oczywiście była Ślizgonką.
- Tato, Margaret znowu zabrała mi odznakę prefekta!
- Margaret, to prawda?
- Wcale nie! Dała ją do kufra, tylko o tym nie pamięta!
Dziewczynki zaczęły się kłócić a on patrzył na nie z dziwną pobłażliwością, za którą Hermiona nie raz go karciła. Jak to Al stwierdził – po urodzeniu się Melisy, poziom wredności Severusa zmalał o 50%, a po ślubie o kolejne 30%.
Pamiętał ten dzień doskonale. Pamiętał ten strach, który mu wtedy towarzyszył. Mimo iż z Hermioną mieszkali razem już ładnych kilka miesięcy a córka zdążyła już zdążyła podrosnąć, nadal się bał, że Hermiona znienacka ucieknie.
- Severusie Tobiaszu Snape, czy bierzesz tę oto Hermionę Jane Granger za swoją żonę i przyrzekasz na swą duszę chronić ją, kochać szczerze i trwać wiernie przy jej boku?
- Tak.
Severus stał ubrany w mugolski garnitur, ściskając rękę Hermiony. Ubrana była w prostą białą suknię. Obok stał Alexander, trzymając na ręku półroczną Melisę, gaworzącą coś w swoim niemowlęcym języku.
- Hermiono Jane Granger, czy…
Ich ślub był skromny. Oprócz Alexandra, byli również Potter, Lupinowie, McGonagall i Weasleyowie, z Ronem w pakiecie. Ten ostatni na wieść o zaręczynach Severusa i Hermiony przyjechał do Londynu i przeprosił dziewczynę za swoje zachowanie.
- Musisz go naprawdę kochać, skoro się na to zgodziłaś. - mruknął, gdy Severus zostawił ich samych w salonie.
- Kocham nad życie, Ronaldzie.
Wiele czasu zajęło, zanim pojął, że mówiła prawdę. Ale przez piętnaście lat nie było dnia, w którym by mu tego nie okazywała. W zdrowiu, w chorobie, w gorszych i lepszych chwilach. Zawsze, gdy tego potrzebował. Zawsze.
- Dziewczynki, już późno, idźcie na górę po swoje rzeczy i za chwilę widzimy się w samochodzie!
Głos Hermiony wyrwał go z zamyślenia. Po chwili poczuł na policzku pocałunek.
- Chodź, trzeba je odwieźć na pociąg.

***
- Scorpius! - Melisa widząc swojego chłopaka na peronie, od razu oddzieliła się od rodziców. I choć Severus miał ochotę Scorpiusa Malfoya obedrzeć ze skóry za sam fakt zainteresowania Melisą, wiedział, że taka była kolej rzeczy.
- Hermiona, Severus! - Draco i Ginny podeszli do nich uśmiechnięci. Ginny gładziła swój pokaźny brzuch, w których skrywało się ich trzecie kolejne dziecko. - Co słychać?
- W porządku, dziękujemy. Nic się nie zmieniło od wczoraj, kiedy byliście u nas na kolacji. - Hermiona uścisnęła Ginny. - Jak Georgia?
- Rośnie jak na drożdżach…
Kobiety wdały się w dyskusję a Severus wpatrywał się w tłum ludzi na dworcu. Wielu z nich gapiło się prosto na nich. Nic dziwnego. Bohaterski szpieg Severus Snape, bohaterka wojenna, Minister Magii Hermiona Snape oraz ich dzieciaki zawsze wzbudzały zainteresowanie.
- Margaret, Melisa, chodźcie się pożegnać! - Hermiona krzyknęła i dziewczynki po chwili były już przy nich.
- Do zobaczenia na uczcie. - przytulił do siebie Melisę a następnie Margaret.
- Do zobaczenia, tato.  Pa, mamo! - teraz Hermiona je przygarnęła. Po chwili już oboje stali obok siebie, ściskając się za ręce, patrząc jak tył Expresu Londyn-Hogwart znika w oddali.
- Wszystko w porządku? - poczuł, jak Hermiona gładzi go po policzku. Skinął głową i uśmiechnął się. Od piętnastu lat było w porządku.

KONIEC

niedziela, 12 marca 2017

Rozdział XXVI

-  Kolejny rok dobiega końca. Był to rok przełomowy, podczas którego nie tylko zdołaliście nabyć nowe umiejętności. Byliście również świadkami niezwykle ważnego wydarzenia: pokonania Lorda Voldemorta. Niestety, przez to, nie wszyscy mogą być dziś z nami. Proszę o powstanie i uczczenie minutą ciszy poległych, a w szczególności profesor Sprout i profesor Sinistrę. - McGonagall patrzyła na zgromadzonych ze swojego podium dyrektora. Uczniowie i nauczyciele powstali i posłusznie schylili głowy.
- Dziękuję. Wierzę, że ich ofiara na zawsze pozostanie w waszej pamięci. A teraz pora na coś weselszego. Z dumą pragnę oświadczyć, iż w tym roku Hogwart ukończyła szóstka uczniów. Zapraszam państwa do siebie po odbiór dyplomów!
Hermiona wstała od stołu Gryfonów. Miała na sobie odświętną szatę a plakietka prefekta błyszczała na jej piersi. Wyminęła pozostałych uczniów i podeszła do stołu prezydialnego. Nauczyciele ustawili się w rzędzie, gratulując poszczególnym absolwentom zdobycia dyplomu.
Hermiona podeszła do McGonagall.
- Panno Granger, to był zaszczyt panią uczyć. Pani średnia zapisuje się na kartach historii jako najwyższa. Udało się pani przebić nawet samą Helenę Ravenclaw, córkę Roweny. Proszę, o to pani dyplom. - nauczycielka nieoczekiwanie schyliła się i ją mocno do siebie przytuliła. - Obyś i w życiu dawała sobie zawsze radę.
- Dziękuję, pani profesor. - dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła do kolejnego nauczyciela. Flitwick życzył jej wielu sukcesów na polu zawodowym, Hagrid uściskał ją tak mocno, że zaczęła bać się o Melisę a profesor Vector pogratulowała zdolności.
- Hermiono, to był zaszczyt. - Alex uściskał ją mocno. - Choć mam wrażenie, że jeszcze nie raz się spotkamy.
- Z pewnością. - uśmiechnęła się szeroko. Na samym końcu stał Snape, który miał nieprzenikniony wyraz twarzy.
- Panno Granger. - skinął jej głową.
- Profesorze Snape. - odkłoniła się i uśmiechnęła.
- Gratuluję wysokich wyników. Dawno nie miałem tak zdolnej uczennicy.
- Miło to w końcu usłyszeć, po siedmiu latach. - parsknęła i wróciła do stołu. Nałożyła sobie sporą porcję ulubionej pieczeni i spojrzała ostatni raz na Wielką Salę. Była w niej ostatni raz. Poczuła łzy spływające po policzkach.
Ostatni raz.

***
Podróż z Hogwartu do Londynu minęła stanowczo za szybko. Hermiona spędziła ją głównie  na rozmyślaniu. W zasadzie dalej nie wiedziała na czym stoi z Severusem. Po wiadomości o córce, Snape wyszedł i więcej jej nie odwiedził. Ciężko jej było zrozumieć jego zachowanie. Nie miała siły się na niego obrażać czy rozpaczać. Ważne, że wie. Ale, tak jak sobie obiecała, nie będzie go do niczego zmuszać. Widać zadecydował, że nie chce uczestniczyć w ich życiu.
- Halo, wysiadamy! - głos Ginny sprawił, że się ocknęła. - Zostaw ten bagaż, Fred i George są na peronie, oni go wezmą!
Skinęła głową. Sama i tak nie dałaby rady ściągnąć ciężkiego kufra. A dzień po trafieniu do św. Munga do szpitala wparowała pani Weasley z torbami rzeczy dla maluchów. Ginny wypaplała swojej rodzinie o dziecku, więc Hermiona mogła w pełni korzystać z faktu posiadania przyszywanych braci.
- No, cześć mamuśka! - Fred uśmiechnął się bezczelnie. - Daj no te bagaże!
Rudzielec sięgnął na półkę i ściągnął kufer Hermiony. George z kolei sięgnął po koszyk z Krzywołapem i obaj wyskoczyli z wagonu.
- Widziałaś? To są bracia! Tobie pomogli a moich rzeczy już nie wzięli! - Ginny marudziła, kiedy wyszły na peron. Hermiona jedynie wzruszyła ramionami. Nie chciała dopiekać Rudej, że takie są uroki ciąży, że wszyscy pomagają.
- Hermiona! Ginny! - pani Weasley uściskała je obie, jakby obie były jej córkami. - Kochana, blado wyglądasz. Jedziemy do domu, musisz porządnie zjeść!
- Ale, pani Weasley, ja…
- Masz dokąd iść?
- Ja...bo… - Hermiona pomyślała o swoim dawnym domu na przedmieściach Londynu. Domu, który od roku stał pusty, bo jej rodzice byli w Australii. Prawdę mówiąc, nie pomyślała o tym, że nie miałaby się gdzie z Melisą podziać.
- Prawdę mówiąc.. - zaczęła.
- Prawdę mówiąc, ma. Witaj Molly. - Hermiona odwróciła się gwałtownie. Stał, uśmiechając się bezczelnie, targając jednocześnie swoje blond włosy.
- Matt! - Molly uściskała go serdecznie. Granger patrzyła oniemiała.
- Fred, George, wezmę te bagaże. - Matt błysnął idealnie białymi zębami i wziął ją pod ramię. Bezwolnie przeszła kilka kroków, po czym znienacka stanęła.
- NIGDZIE NIE PÓJDĘ! - ryknęła.
- Posłuchaj, ja…
- MYŚLISZ, ŻE MOŻESZ TAK PO PROSTU PRZYJŚĆ I MNIE ODEBRAĆ Z DWORCA?!
Ginny parsknęła śmiechem. Hermiona sama musiała przyznać, że nie było to najinteligentniejsze zdanie, jakie wypowiedziała w swoim życiu.
- Owszem, taki mam plan.
- Ale…
- Nie ma ale. Chodź. - pociągnął ją do wyjścia. Bez problemu złapał taksówkę i wpakował do niej bagaże i Hermionę.
- Dokąd?
- Spinner's End.
Taksówkarz skinął głową. Po kwadransie byli na miejscu. Matt zręcznie wyjął bagaże, zapłacił mugolskimi pieniędzmi i poprowadził ją do mieszkania. Gdy otworzył przed nią drzwi, zamrugała ze zdziwienia.
Po starej, śmierdzącej, zdezelowanej norze, nie było ani śladu. Mieszkanie było świeżo odremontowane. Ściany były pastelowozielone, na podłogach były puszyste dywany. Zauważyła, że pojawiło się również wiele nowych mebli, w tym część z gabinetu z Hogwartu.
- Witaj w domu. -  postawił bagaże przy wejściu do salonu. - Chodź. - wziął ją za rękę. Minęli kuchnię i weszli na piętro, którego nigdy wcześniej nie dostrzegła. Gdy otworzył kolejne drzwi, oniemiała.
Pokój był pomalowany na bladą żółć. Na podłodze znajdował się zielono-czerwony dywanik.
- Podoba się?
Hermiona podeszła bez słowa do łóżeczka, w którym siedział wielki pluszowy królik.
- Wybacz, że cię nie odwiedziłem w szpitalu. Ale… informacja o Melisie mnie zaskoczyła. Wróciłem do Hogwartu. Czułem się pijany radością a jednocześnie… z poczuciem, że nic wam nie mogę zaoferować. - Hermiona uniosła wzrok znad łóżeczka i spojrzała na Matta. Ale Matta już nie było. Severus stał, oparty o framugę, z rękami w kieszeniach. Poczuła znajome mrowienie w podbrzuszu.
- I wtedy Alexander stwierdził, że słusznie nazywacie mnie Nietoperzem z Lochów, bo mam równie mały móżdżek. Z jego pomocą udało mi się wyremontować to mieszkanie. Nie chciałem nic mówić, zanim skończę. Pytanie tylko, czy chcesz tu ze mną zostać?
Bez słowa podeszła do niego.
- Jesteś idiotą.
Skrzywił się i oderwał od framugi, chcąc wyjść. Przewróciła oczami i chwyciła go za ramię.
- Czego?!
- Idiota. - przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Chwilę później poznała drogę do sypialni.